xvibe
Nostalgia jest spoko, ale kino 2026 właśnie wjeżdża z buta. Pokolenie X może więc spokojnie odstawić kolejny powrót do „Przyjaciół” na Netfliksie – w tym roku będzie co oglądać i nie chodzi tylko o kolejne odgrzewane remastery kaset VHS.
Jeśli myślisz, że kino to już tylko origin story numer 27, reboot rebootu i live action kreskówki z dzieciństwa – to 2026 ma kilka niespodzianek. Jasne, sequele i znane marki nadal rządzą, ale dostajemy też solidne sci‑fi, postapo i parę tytułów, które wyglądają jak mokry sen każdego, kto dorastał między VHS‑em a pierwszą płytą DVD.
Z filmów wybranych w zestawieniu Dafuq (20 najciekawszych premier 2026) widać jasno: będzie apokaliptycznie, kosmicznie, nostalgicznie i miejscami bardzo krwawo – czyli dokładnie tak, jak pokolenie X lubi: trochę eskapizmu, trochę mroku, zero waty cukrowej.
Styczeń 2026 zaczyna się jak dobry poniedziałek po urlopie – wszystko się wali, ludzie biegają, świat w rozsypce.
Greenland 2: Migration – 9 stycznia wracamy do rodziny Garritych, która po uderzeniu komety musi opuścić bunkier na Grenlandii i przebić się przez zdewastowaną Europę w poszukiwaniu nowego domu. Gerard Butler tradycyjnie będzie rozwiązywał problemy jak ktoś, kto pamięta czasy, gdy na ekranie akcji wystarczyły gruz, pot, krew i jeden charyzmatyczny facet, a nie dziesięć CGI‑smoków.
28 lat później: Świątynia Kości – kontynuacja kultowego cyklu o wirusie, zombie alfa i innych chorych pomysłach, które brzmią jak notatki z lekcji biologii pisane na kacu. Premiera 16 stycznia, tym razem mocniej skupiona na bohaterze granym przez Ralpha Fiennesa, który ląduje w sytuacji, gdzie stawką jest dosłownie przyszłość świata.
The Rip – 16 stycznia na Netfliksie grupa policjantów z Miami (Matt Damon, Ben Affleck i spółka) znajduje skrytkę z milionami w gotówce. Wiadomo, że nic tak nie buduje zaufania jak walizka pełna banknotów, więc zaczyna się festiwal paranoi, zdrad i tego typu klimatów, które pokolenie X zna jeszcze z czasów, gdy „Pulp Fiction” oglądało się z zakazanej kopii na VHS.
Powrót do Silent Hill – 23 stycznia wracamy do miasteczka, w którym mgła jest gęstsza niż regulamin TikToka, a główny bohater James Sunderland przyjeżdża tam za tajemniczym listem od dawnej miłości. Miasto wygląda na opuszczone, ale w środku czają się makabryczne stwory, a on zaczyna kwestionować własne zdrowie psychiczne – czyli klasyczne Silent Hill, zanim wszystko zabiły lootboxy.
Jeśli wciąż pamiętasz pierwsze „Terminatora” i „Ucieczkę z Nowego Jorku”, to 2026 ma kilka tytułów dokładnie w tym rejestrze niepokoju.
Mercy / 90 minut do wolności – film o sztucznej inteligencji, która robi za jednoosobowy sąd, a oskarżonym jest detektyw grany przez Chrisa Pratta. Ma 90 minut, by udowodnić swoją niewinność, a AI reprezentuje Rebecca Ferguson, więc to trochę jak rozmowa z superinteligentnym botem, tylko że tu naprawdę można zginąć.
Send Help – dwójka znajomych z pracy ocalałych z katastrofy lotniczej ląduje na bezludnej wyspie i musi nie tylko przeżyć, ale jeszcze ogarnąć stare urazy. Z opisu wygląda to jak „Lost”, gdyby ktoś w połowie scenariusza stwierdził: „A teraz zróbmy to bardziej artystycznie i dziwnie”.
Shelter – Jason Statham, karabiny, granaty i problem do rozwiązania siłą, premiera w polskich kinach 30 stycznia. Nikt się nie oszukuje: to jest dokładnie ten typ kina, który w latach 90. oglądało się na nieopisanych kasetach, bo „kolega z klatki obok skądś załatwił”.
Rok 2026 serwuje też solidną porcję horroru i postapo, bo najwyraźniej twórcy uznali, że życie codzienne to za mało stresu.
The Strangers: Chapter 3 – trzecia i finałowa część serii o zamaskowanych intruzach, którzy robią to, co intruzi w horrorach robią najlepiej. Ocaleni stają twarzą w maskę z kolejnymi zagrożeniami, a granica między codziennością a koszmarem całkiem się zaciera – jak między pracą zdalną a życiem prywatnym.
Cold Storage – świat opanowany przez tajemniczy, niszczycielski grzyb, który przejmuje kontrolę nad ludźmi i zwierzętami, fundując im maksymalną agresję. Obsada z Joe Keerym i Liamem Neesonem wygląda obiecująco, chociaż efekty specjalne podobno nie są z najwyższej półki – czyli bardziej „The Last of Us według serwisu streamingowego”, niż wielkie kinowe widowisko.
How to Make a Killing – historia dziedzica miliardowej fortuny (Glenn Powell), który zrobi wszystko, żeby tej kasy nie stracić. Za projekt odpowiada A24, więc można się spodziewać klimatycznego miksu czarnego humoru, dziwności i stylistyki retro, która wygląda jak reklama papierosów z 1979 roku.
Krzyk 7 – Ghostface wraca po raz siódmy, bo jak się coś dobrze sprzedaje od 1996, to po co kończyć. Kto oglądał poprzednie części, ten wie, czego się spodziewać: kolejny slasher, nowa lista ofiar i tradycyjne zgadywanie „kto tym razem jest pod maską”.
Jeśli twoja młodość pachnie starym kablem euro i kasetą z „Aliens” nagraną z Polsatu, 2026 wygląda bardzo obiecująco.
Projekt Hail Mary (Project Hail Mary) – jedna z najciekawszych propozycji roku, wysokobudżetowe science fiction na podstawie powieści Andy’ego Weira, autora „Marsjanina”. Ryan Gosling gra nauczyciela nauk ścisłych, który w kosmicznej misji ma rozwiązać zagadkę tajemniczej substancji wygaszającej Słońce, a po drodze zyskuje nietypowego kosmicznego sojusznika. Film trafi do kin 20 marca 2026, a w USA dystrybucją zajmuje się Amazon MGM Studios, m.in. w formacie IMAX.
The Dog Stars – Ridley Scott bierze się za postapokaliptyczną historię po epidemii wirusa, który zmiotł prawie całą ludzkość. Główny bohater mieszka na małym lotnisku z psem i jednym sąsiadem, aż pewnego dnia w radiu słyszy sygnał z innego miejsca, co uruchamia klasyczne pytanie: „czy jest tam ktoś jeszcze, czy tylko kolejny problem”.
The Dish – Steven Spielberg i scenarzysta David Koepp wracają do tematyki UFO i pierwszego kontaktu ludzkości z obcą cywilizacją. Fabuła jest jeszcze trzymana w tajemnicy, ale wiadomo, że pojawią się Emily Blunt i Wyatt Russell, a premiera jest planowana na 12 czerwca 2026 – co pachnie dużym, kinowym wydarzeniem w stylu dawnych blockbusterów, które oglądaliśmy w przepełnionych salach, nie na telefonie.
Żeby nie było – pokolenie X dostaje też swoje guilty pleasures: animacje, live action na podstawie kreskówek i powroty do znanych marek.
The Super Mario Galaxy Movie – po gigantycznym sukcesie „The Super Mario Bros. Movie” kontynuacja była tylko kwestią czasu. Mario i ekipa tym razem lecą w kosmos, inspirowani kultową grą z 2007 roku, a do głosów wracają Chris Pratt, Anya Taylor‑Joy, Jack Black i reszta znanej ekipy, plus nowi jak Brie Larson w roli Rosaliny. Premiera w USA jest zaplanowana na 3 kwietnia 2026.
Ready or Not: Here I Come – kontynuacja czarnej komedii grozy o zabójczej zabawie w chowanego, tym razem z jeszcze większą stawką i czterema rywalizującymi rodzinami walczącymi o tron. W obsadzie pojawia się Elijah Wood, więc fani „Władcy Pierścieni” dostają tu swojego Frodo w wersji „co by było, gdyby zamiast w Mordorze skończył w bardzo dziwnej rodzinnej wojnie”.
Michael – biograficzny film o Michaelu Jacksonie, od czasów Jackson 5 po ostatnie tygodnie życia w 2009 roku. Premiera 24 kwietnia 2026 to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy pamiętają czasy, kiedy teledyski były wydarzeniem, a nie tłem do scrollowania feedu.
Mortal Kombat 2 – powrót ekranizacji kultowej bijatyki, w której Johnny Cage (tym razem Karl Urban) przypadkiem dołącza do ekipy obrońców Ziemi i musi zmierzyć się w śmiertelnym turnieju. Idealne dla wszystkich, którzy kiedyś w salonie gier wykrzykiwali „Finish him!”, a teraz próbują udawać poważnych dorosłych.
Mandalorian & Grogu – uniwersum „Star Wars” wchodzi na duży ekran z bohaterem, którego lubią nawet ci, którzy na sagę patrzą już z lekkim zmęczeniem. Film pokazuje dalsze losy Mandalorianina i Grogu po upadku Imperium i wsparciu dla Nowej Republiki, z premierą zaplanowaną na 22 maja 2026.
Masters of the Universe – filmowy live action kultowej serii animowanej, w której młody facet na Ziemi dowiaduje się, że jest księciem obcej planety i musi odzyskać magiczny miecz, żeby obronić swoje królestwo. W obsadzie znajdą się m.in. Idris Elba i Jared Leto, więc jest duża szansa na kino, które będzie jednocześnie epickie, kampowe i odrobinkę memiczne.
To wszystko razem składa się na rok, w którym pokolenie X naprawdę ma po co iść do kina, a nie tylko odpalać kolejny maraton „starych, dobrych klasyków”. Są tu:
powroty do znanych marek (Silent Hill, Krzyk, Mortal Kombat, Masters of the Universe)
wielkie sci‑fi z rozmachem („Project Hail Mary”, „The Dish”, „The Dog Stars”)
nostalgiczne jazdy w nowym wydaniu („The Super Mario Galaxy Movie”, „Michael”, Mandalorian z Grogu)
plus stały pakiet horrorów, thrillerów i filmów katastroficznych dla tych, którzy lubią oglądać cudze problemy zamiast myśleć o własnych.
Innymi słowy: tak, można nadal kochać retro, kasety, stary Cartoon Network i pierwsze dyskietki – ale kino 2026 naprawdę ma coś do powiedzenia i nie jest to tylko: „zróbmy reboot wszystkiego jeszcze raz”.
Napisane przez: xvibe
Zrelaksuj się z naszym radiem. Nie ważne czy po szkole, po pracy, czy zwyczajnie ciężkim dniu. Teraz jest czas dla Ciebie!
close
18:00 - 20:00